Postautor: uriuk » 30 marca 2026, 22:23
Chodzi mi o to, że dla nieprzeszkolonych ludków frazeologia lotnicza to czysta chińszczyzna i paralotniarze nie są tu wyjątkiem. Nawet jak sobie włączą odsłuch pasma lotniczego i ustawią właściwą częstotliwość, to moga mieć problem ze zrozumieniem, lub co gorsza, będzie im się wydawało, że zrozumieli, a to będzie nie do końca prawdą. Kilka lat temu trafił do mnie mój dawny instruktor szybowcowy z prośbą o wznowienie uprawnień TMG, tłumacząc, że wszystko umie, bo miał kiedyś ze 200 godzin na motoszybowcu. Zgodziłem się pod warunkiem półgodzinnego lotu sprawdzającego, który złośliwie skierowałem na wrocławskie lotnisko kontrolowane. Instruktor nigdy nie latał na kontrolowane, na dodatek szybownicy prawie nie używają radia, może za wyjątkiem 3-4 komend i już na bramce wlotowej do CTR instruktor ugotował się jak jajko na miękko. Wydawało mu się że rozumie, ale problem polegał na tym, że wcale nie rozumiał i robił głupotę za głupotą. Właśnie po to jest potrzebne szkolenie, żeby zacząć kumać. Szkolenie z radia jest tak naprawdę szkoleniem z zasad poruszania się w przestrzeni powietrznej. Paralotniarze mają o tyle łatwiej, że w zasadzie biernie słuchają i nie muszą nagle zacząć sensownie artykułować dziwnym slangiem o swojej pozycji i zamiarach. Zaręczam, że prościej nauczyć gościa latać na samolocie niż poprawnie gadać przez radio.